A może my też skończymy jak ten żółw? – „Smutek i melancholia” (warszawski Teatr Dramatyczny)

„Bardzo chciałbym umrzeć.
W tej piaszczystej niecce, w której się urodziłem.
Z widokiem na morze. Bardzo spokojnie i o zachodzie słońca”.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy przepisałam w poście opis spektaklu. Kiedy przedstawiam wam fabułę obejrzanej sztuki, staram się to robić mniej odtwórczo, a bardziej kreatywnie. Ten opis zachwycił mnie jednak do tego stopnia, że muszę się nim z Wami podzielić:

Postawił stopę na ziemi i skończyła się epoka lodowcowa. Usiadł na łóżku – Rzym zbudowano, przeciągnął się – Rzym zniszczono. Zrobił jeden krok w stronę okna, urodził się Mozart, zrobił drugi krok, zaczęły się zdjęcia do „Amadeusza”. Odsłonił firankę, skończył się kapitalizm. Spojrzał przez okno, lato, jesień, zima, wiosna. Koniec dnia, początek dnia. Koniec świata, początek świata.

Kto może być tak powolny i nigdzie się nie spieszyć? Jak to się stało, że przeżył już wszystko, był już wszędzie, poznał każdego, zrobił wiele ciekawych i fascynujących rzeczy, a my zastajemy go smutnego, w depresji i z jedynym marzeniem, którym jest jego własna śmierć?

To główny bohater spektaklu – George. Bonn Park, autor dramatu, przedstawia go jako starego żółwia słoniowego, ostatniego w swoim gatunku, który przeżył już sto tysięcy milionów lat. Wciela się w niego Zdzisław Wajdern, który swoją grą sprawiał, że miałam ochotę do niego podbiec i go przytulić. Wzbudzał we mnie wzruszenie i współczucie. Był fantastyczny w swoich monologach o życiu oraz miłości. Z jednej strony były przejmujące, ale momentami również zabawne. Szczególnie ten, który rozpoczyna spektakl, a który znajdziecie w PASMACH KULTURY 🙂

SMUTEK-I-MELANCHOLIA-fotosy-mPrint-fot.-kasia-chmura-30146
fot. Katarzyna Chmura

Wspólnie z George’em na scenie pojawia się Narrator, który jest przede wszystkim przewodnikiem dla widza – pełni rolę ucieleśnionych, bardzo rozbudowanych didaskaliów. Po drugie jest też cichym opiekunem George’a – poda mu zupę, zrobi kawę. W tej roli widzimy Waldemara Barwińskiego, który jest ewidentnym przeciwieństwem drugiego bohatera – energicznie snuje opowieść, czasem nawet rzuca się po scenie i kiedy tylko zaczyna opowiadać – od razu przykuwa uwagę! To bardzo dobrze wykreowana rola, która idealnie uzupełnia ten duet.

SMUTEK-I-MELANCHOLIA-fotosy-mPrint-fot.-kasia-chmura-39760.jpg
fot. Katarzyna Chmura

I w sumie na podstawie oceny gry aktorskiej mogłabym tylko chwalić, bo panowie poradzili sobie doskonale. Za to duże brawa dla reżysera Piotra Waligórskiego. Widać, że bardzo fajnie to między sobą przepracowali. Nawet w momentach, kiedy musieli zmierzyć się z milczeniem, a swoją grę oprzeć tylko na gestach, mimice czy wzroku. Ale były również takie sceny, gdzie nawet dobra gra aktorska nie pomogła, bo trwały one trochę za długo. Nużyły. I to było moje pierwsze wrażenie. Później zaczęłam się zastanawiać: a może o to chodziło? Specyfika naszych czasów jest taka, że potrzebujemy szybkich i intensywnych wrażeń. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, aby coś się dłużyło, było powolne. A może mieliśmy, choć trochę, poczuć się jak George? Zmęczeni tym, co nas otacza i marzący tylko o końcu. W tym wypadku o końcu danej sceny 😉

Wszystko działo pośród wspaniałej scenografii autorstwa Jana Kozikowskiego. Zostaliśmy zabrani do malutkiego mieszkanka, które mi osobiście przypominało dom mojej prababci. A zwłaszcza to, co tam stało, czyli stare szafki, stoły, ceramiczny czajnik, sztuczne kwiaty czy koc w kratę! Na scenie znajdowały się również przyrządy codziennego użytku i byłam bardzo zaskoczona, kiedy z kranu poleciała prawdziwa woda, a mała kuchenka elektryczna pozwoliła na podgrzanie zupy, której zapach sprawił, że stałam się dwa razy bardziej głodna, niż byłam wcześniej. Pod sufitem została umieszczona duża kula, której kolory symbolizowały upływ czasu, zmiany pór dnia, a pewnie nawet i roku. Całość dopełniają rozrzucone po całej scenie trociny, czyli to nawiązanie do George’a jako żółwia. Z czystej ciekawości zobaczyłam, jak to wyglądało za granicą i jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że nasza polska scenografia jest bardzo dobra

SMUTEK-I-MELANCHOLIA-fotosy-mPrint-fot.-kasia-chmura-30025
fot. Katarzyna Chmura

W opisie spektaklu możemy przeczytać, że „Smutek i melancholia”: to prawdziwa komedia o depresji. Moim zdaniem to trochę zaskakujące i zbyt uproszczone stwierdzenie. Dla mnie to komedia, ale gorzka i opowiadająca bardziej o starości oraz towarzyszącej jej samotności. I w związku z tym to spektakl, który nie jest dla każdego. Momentami jest dość uniwersalny, ale jego forma są na tyle specyficzna, że nie każdemu przypadnie do gustu. Mimo wszystko myślę, że warto go zobaczyć. I pomyśleć.

Rozejrzyjcie się dookoła. Mogę się założyć, że nie jeden taki George żyje w waszej okolicy. Może warto byłoby się stać dla niego takim opiekuńczym Narratorem? My również możemy skończyć jak George. Nie ważne ile przeżyjemy, zobaczymy, poznamy, możemy tak samo siedzieć, wspominać i myśleć tylko o jednym. O śmierci i o tym, dlaczego tak długo po nas nie przychodzi.

pasma kultury

  • Smutek i melancholia, Bonn Park – nie doszukałam się informacji o ogólnodostępnym, polskim tłumaczeniu tej sztuki. A szkoda. Bo chętnie bym sobie, to przeczytała. Znalazłam natomiast fragment wersji oryginalnej, po niemiecku. Czasami cieszę się, że uczyłam się tego języka 12 lat, bo teraz nie miałam większych problemów, aby przeczytać sobie ten tekst 🙂 A jest tam mój ulubiony monolog z początku sztuki. Wszystkich zainteresowanych zapraszam tutaj.
Reklamy

2 myśli w temacie “A może my też skończymy jak ten żółw? – „Smutek i melancholia” (warszawski Teatr Dramatyczny)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s