Miłość z Francją w tle – „Madame” (warszawski Teatr Dramatyczny)

„Szczęściem jest kochać i chwytać drobne,
zwodnicze zbliżenia do tego, co się miłuje”

„Madame” to debiut literacki Antoniego Libery, który napisał tę powieść z myślą o swoich rówieśnikach, ludziach, którzy mieli przeżyć czasy PRL-u. Jest to historia 17-letniego licealisty, który aspiruje do zostania pisarzem. Bardzo interesuje się kulturą, zna angielski, francuski, jest bardzo wrażliwą osobą. Poza tym główny bohater jest bardzo  zafascynowany przeszłością, bo uważa, że ówczesne mu czasy są mało oryginalne, nudne oraz szare.

„Przez wiele lat nie opuszczało mnie wrażenie, że urodziłem się za póź­no. Ciekawe czasy, niezwykłe wydarzenia, fenomenalne jednostki – wszyst­ko to, w moim odczuciu, należało do przeszłości i raz na zawsze się skoń­czyło”.

Szarości jego życia zamienia w kolory Madame – nauczycielka języka francuskiego, dyrektorka szkoły, w której główny bohater się zakochuje. Komu nie zdarzyła się taka miłość?

Adaptację teatralną tej książki można obejrzeć na jednej ze scen Teatru Dramatycznego w Warszawie, która znajduje się na Woli. Reżyserem spektaklu jest Jakub Krofta – artysta czeskiego pochodzenia, który na co dzień zajmuje się teatrem dziecięcym. I nie ma w tym nic dziwnego, że właśnie ten aspekt jego działalności zawodowej wpłynął na jego interpretację tekstu Libery.

Odniosłam wrażenie i z tego, co wiem nie tylko ja, że ten spektakl jest z jednej strony dla każdego, ale jego forma jest trochę nastawiona na młodszą publikę. Dużo tam komedii, opowieści o tym „jak było w tamtych czasach”. Pojawiają się również aspekty polityczne, bo jakże by inaczej – lata 60. i nie tylko, to przecież czas, gdy polityka kierowała wszystkim. Jednak myślę, że najważniejszy przekaz czeskiej interpretacji „Madame” to pokazanie jak wyróżnić się z tłumu, kiedy dookoła jest szaro, buro i ponuro, a wszyscy dookoła hamują Twoje zapędy. 

Wyszła z tego bardzo zgrabna opowieść o PRL-u, ale taka lekka – bez patosu z ogromem uroku oraz humoru. Główną osią całego spektaklu jest uczucie, które żywi do Madame Bohater. Fascynacja starszą kobietą napędza jego działania, które mają doprowadzić do tego, aby jak najwięcej dowiedzieć się o nauczycielce, a w efekcie zbliżyć się do niej. Jego działania momentami są szaleńcze – no bo jak wytłumaczycie bieganie po całym mieście, aby odnaleźć książkę telefoniczną z adresem Madame albo obserwowanie jej przez okno mieszkania?

22196248_1517721911627193_6807252788410228609_n
fot. K. Chmura-Cegiełkowska/Teatr Dramatyczny

W roli wrażliwego i zakochanego licealisty idealnie sprawdza się Waldemar Barwiński, który właśnie po tym spektaklu trafił ad hoc na listę moich teatralnych ulubieńców (o czym pisałam już TUTAJ). Dlaczego? A może powinnam zapytać w klimacie spektaklu: Pourquoi? Ponieważ zrobił to tak wiarygodnie, patrzył na Madame w taki sposób, że i ja z miejsca bym się zakochała! 🙂 Ale tak już na poważnie – doskonale odwzorował naiwność, dylematy i problemy zakochanego młodego mężczyzny i był w tym bardzo przekonujący. Dodatkowo ma niesamowity głos! Perfekcyjną Madame jest Agnieszka Wosińska. Nauczycielka francuskiego w jej wykonaniu ma dużo klasy, jest nieco zamknięta, ale jednocześnie intrygująca i na swój sposób urocza. Mam wrażenie, że żadna aktorka, którą kojarzę ze scen teatralnych, nie zagrałaby tego lepiej.

Doskonale wykreowanych głównych bohaterów, uzupełniają aktorzy drugoplanowi, którzy tworzą za nimi te PRL-owskie tło. Przedstawiają postacie z ławy szkolnej Bohatera, ale również takie, które są charakterystyczne dla tamtego okresu. I jak to zwykle bywa na Woli – jeden aktor to kilka ról, za co niezmiennie chylę przed każdym z artystów czoła.

33994876_1754860274580021_1803748494654046208_n
fot. K. Chmura-Cegiełkowska/Teatr Dramatyczny

W rolę m.in.: Prymusa klasowego czy Milicjanta wciela się Mateusz Weber, którego nie podejrzewałam o takie zdolności kabaretowe. Był wspaniały! Wcześniej miałam okazję go widzieć tylko w „Cabarecie” i „Kinky Boots” – a tam nie ma miejsca na takie popisy.  A tutaj! Brawo! Jedną z ról którą odgrywa Olga Sarzyńska jest stereotypowa pani z dziekanatu, której w spektaklu ciężko było zadzwoni do kadr, bo… no trzeba było zadzwonić! Tragedia! Studenci! Znacie to? 😉 W oczy rzucają się również postacie kreowane przez Agatę Wątróbską, która wystąpiła m.in. jako Lucy, czyli „ta najpiękniejsza z całej szkoły”. Cieszę się, że nareszcie mogłam ją zobaczyć w czymś innym, niż w wiecznie maltretowanym przeze mnie (ale z ogromną przyjemnością!) spektaklu dyplomowym „MP4”. Ostatni moi ulubieńcy tego wieczoru to Robert Majewski, który rozbawia jako Jerzyk, czyli naukowiec sfrustrowany swoim życiem oraz Stanisław Brudny, który powalił mnie swoim wejściem jako Picasso objawiający się Bohaterowi podczas wystawy swoich obrazów – aktów. Przekonuje go tam, że wszystko biegnie „od kultury do natury” i każe wyobrazić sobie Bohaterowi, że wszyscy dookoła niego są nadzy (wiem, panie Waldemarze, że w tym momencie nogi moje i mojej koleżanki były bardzo intrygujące ;)).

Do wspaniałej gry aktorskiej dołącza muzyka grana na żywo. Uwielbiam! Zawsze lepiej widzieć i słuchać, niż tylko słuchać melodyjek z głośników. Bardzo miło było mi widzieć Pawła Żejmo na perkusji, którego znam z koncertów Artura Andrusa. Momentami zespół również stawał się częścią spektaklu, a nie tylko jego dodatkiem. Ciekawy zabieg.

Ten spektakl jest tak dobry, że naprawdę nie mam się do czego przyczepić. To lekka i zabawna opowieść o PRL-u, w której nie ma miejsca na patos, ciężkie wspomnienia, a na śmiech i zdarzenia dla niektórych odkrywcze, a dla innych przenoszące ich do czasów, które pamiętają. A pewne problemy, mimo upływu lat są niezmienne. Warto iść i obejrzeć – po prostu.

Wszystkie cytaty znajdujące się w tekście pochodzą z książki Antoniego Libery „Madame”.
Zdjęcie wyróżniające jest autorstwa fotograf Teatru Dramatycznego w Warszawie – Katarzyny Chmury-Cegiełkowskiej. 

pasma kultury

  • Madame, Antoni Libera – mimo że na początku było mi z nią nie po drodze, to po spektaklu okazało się, że może być arcyciekawa i wciągająca do tego stopnia, że przeczytałam ją w zaledwie kilka dni. I zobaczcie jak spektakl zmienia perspektywę 😉
  • Madame, reż. Waldemar Modestowicz – kiedy skończyłam z książką chwyciłam za słuchowisko, gdzie w roli Bohatera usłyszymy Grzegorza Damięckiego a Madame przemówi głosem Gabrieli Kownackiej. Nie wiem jak wy, ale ja kocham słuchowiska, bo to naprawdę fantastyczne ćwiczenie dla naszej wyobraźni.
  • Do widzenia, profesorze, Ewa Gudrymowicz – Schiller – to książka, która bardzo różni się od „Madame”, ale ma jeden wątek wspólny. Nie zaskoczę Was jeżeli napiszę, że jest to miłość, ale tym razem uczennicy do profesora starszego o 16 lat. On jest niczego nieświadomy, ale ona pewnego dnia postanawia mu o tym powiedzieć i znika. Czytałam tę książkę jakiś czas temu, ale jedno mogę napisać – nie oceniajcie jej po prologu.
Reklamy

3 myśli w temacie “Miłość z Francją w tle – „Madame” (warszawski Teatr Dramatyczny)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s