Opętana przez śmierć – „M, czyli historia, której poznać nie chcecie” (Laboratorium Dramatu)

8.10 miało miejsce otwarte czytanie dramatu „M. czyli historia, której poznać nie chcecie” autorstwa Moniki Siary, w reżyserii Ewy Małecki. Wszystko w ramach cyklu „Laboratorium Dramatu”, który swoje początki miał przy Teatrze Narodowym, a obecnie jest realizowany w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.
Jego cel – eksperymentować na słowie! Jak wyszło?

Od jakiegoś czasu byłam bardzo ciekawa, jak wygląda taka forma przedstawienia sztuki. Najbardziej ze względu na pracę aktorów, bo jeżeli chodzi o środki wyrazu, których mogą używać, to zasób jest zdecydowanie mniejszy – mogą przedstawić swoją postać co najwyżej poprzez mimikę twarzy, gesty czy intonacje głosu. I przyznam się szczerze – bałam się, że po prostu się wynudzę. Co innego, kiedy na scenie panuje dynamika, a co innego, gdy aktorzy po prostu siedzą przy stolikach. Ale to, co tam zobaczyłam, to było coś naprawdę intrygującego!

„M, czyli historia, której poznać nie chcecie” to fragment z życia Marii Wisnowskiej-aktorki teatru dramatycznego, żyjącej w XIX wieku, nazywanej „następczynią Heleny Modrzejewskiej”. Artystka wzbudzała kontrowersje na każdym kroku. Nie tylko na scenie, ale również w życiu prywatnym. Wyobrażacie sobie, że Maria uśmierciła samą siebie, wysyłając swój nekrolog do gazety? Zachowanie godne współczesnych celebrytek. Aktorka wzbudzała również ogromne zainteresowanie płci przeciwnej. Ale czy Maria, Mania lub Mariè-jak nazywali ją jej kochankowie – kochała kogoś naprawdę? Myślę, że tu nie można mówić o miłości z prawdziwego zdarzenia, tylko o niezwykłej fascynacji mężczyznami: Bartemiewem, Prezesem oraz Myszugą, których poznaliśmy podczas czytania tego dramatu. Bo rzecz jasna – było ich więcej.

Marii wydaje się, że doskonale wie, jak ma żyć. W rzeczywistości popada w obłęd i nie jest w stanie jej pomóc nawet własna matka, z którą żyje. Artystka jest zafascynowana śmiercią – przede wszystkim własną. Grozi, że w każdej chwili może popełnić samobójstwo i w końcu po czasie gróźb – ginie. I to prawdopodobnie z ręki swojego narzeczonego – Bartemiewa – prostego Rosjanina, którego do tego czynu sama sprowokowała. Jednak jak było naprawdę – nie wiadomo. Ma wówczas zaledwie 30 lat i właśnie w tym momencie poznajemy ją w tym dramacie.

Monika Siara zastosowała ciekawą zabawę z czasem, aby pokazać to, co najpierw się stało i cofając się w latach, starając się wgłębić w psychikę aktorki i przedstawić przyczyny tego zdarzenia, jednocześnie niebezpiecznie zbliżając się do współczesności poprzez ucieleśnione didaskalia (brzmi… dziwnie, ale chodzi o to, że narratorką dramatu jest sama autorka) oraz przewijające się przez cały tekst cytaty z piosenek Lany Del Rey (przypominam, że akcja ma miejsce w XIX wieku!). Autorka tekstu podczas dyskusji mającej miejsce po czytaniu tłumaczyła się, że Lana pojawiła się w tekście nie dlatego, że jest jej wielką fanką, a dlatego, że w jej mniemaniu teksty Del Rey są nieco infantylne, tak samo, jak niektóre zachowania Marii.

Tak jak pisałam wcześniej – możliwości aktorów w takim czytaniu są nieco ograniczone, ale można z tego coś wyciągnąć. Pozwolić sobie na nutkę ironii, sarkazmu, kpiącego uniesienia brwi. I aktorzy z tych możliwości doskonale korzystali. Wszyscy spisali się wybitnie. Dlatego trudno mi wyróżnić kogoś szczególnie wyróżniającego się tamtego wieczora. Mam tylko kilka takich bardzo ogólnych uwag: Waldemar Barwiński wskoczył do kategorii moich teatralnych ulubieńców (zaczyna robić się tam tłumnie! ;)) – wszystko zaczęło się od „Madame”, a tutaj tylko się umocniło, Mateuszowi Weberowi świetnie wychodzą role niepoprawnych romantyków, natomiast Martyna Kowalik jako Maria podbiła moje serce i wierzę w to ogromnie, że na scenie zrobiłaby ogromne show, godne bohaterki, w którą się wcielała.

I jeszcze jedno! To jest poniekąd związane z aktorami, bo parę razy z tego powodu wymieniali między sobą zdziwione spojrzenia. Jeden z siedzących na widowni panów śmiał się tak, jak w skeczu kabaretu Hrabi o reakcjach publiczności (warto poszukać i obejrzeć!) – bardzo głośno i często w dość nieodpowiednich momentach. Serio. Po którymś razie miałam ochotę obrócić się i rzucić w niego torebką, tudzież obcasem. Ja wiem, że każdy ma prawo odbierać to, co się dzieje na scenie po swojemu, ale wszystko z umiarem. Naprawdę. Jak to mówi Joanna Kołaczkowska w wyżej wspomnianym skeczu -„Muszą być jakieś zasady”.

Po zakończeniu czytania odczułam lekki niedosyt. Odniosłam takie wrażenie, że to wszystko było w porządku, ale w wersji scenicznej byłoby zdecydowanie lepsze, pełniejsze! Wtedy można byłoby pozwolić na rozszerzenie pewnych ról albo nawet całych scen. Widzę w tym tekście ogromny potencjał na spektakl teatralny i mam nadzieję, że dzięki Teatrowi Dramatycznemu będę mogła go ujrzeć! Na przykład na scenie na Woli? Byłaby do tego idealna!

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska/Teatr Dramatyczny

pasma kultury

Po powrocie z czytania zaczęłam drążyć historię Marii Wisnowskiej w Internecie i wpadłam na naprawdę kilka ciekawych artykułów, do których linki zostawiam Wam poniżej. Miłego czytania 🙂

  • Zabójstwo Maryi Wisnowskiej (dokładne sprawozdanie sądowe) – jeżeli komuś nie straszny XIX wieczny język sądowy – zapraszam TUTAJ!
  • Tajemnica śmierci Marii Wisnowskiej – TUTAJ!
  • Carmen z Nowogrodzkiej – TUTAJ!
Reklamy

3 myśli w temacie “Opętana przez śmierć – „M, czyli historia, której poznać nie chcecie” (Laboratorium Dramatu)

  1. Twoja Pasma kultury uświadomiły mi, że kiedyś już czytałam o tej sprawie. Tym chętniej posłuchałabym tego dramatu, lubię eksperymenty na słowie wszelakie, może ten także przypadłby mi do gustu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s