„Kinky Boots” zaskakuje!

Z mojej miłości do tego spektaklu postanowiłam napisać  na jego temat jeszcze jeden post dla osób, które nadal wahają się, czy na niego iść. Ale nie zrobiłam tego sama!

Lubię Instagram za łatwość odnajdywania ludzi, którzy interesują się tym samym tematem. Znajdujesz ich przez #, oni odzywają się sami – jest to niezwykle proste. Prawie wszystkie dziewczyny poznałam na Instagramie, z niektórymi miałam okazję widzieć się już na żywo. To są wspaniałe znajomości, bo #instagramiteatrłączy 😉

Każdej z nich zadałam pytanie: Czym zaskoczyło Cię “Kinky Boots”, czyli jednocześnie: czym może zaskoczyć ten spektakl innych? Chcesz poznać odpowiedź na to pytanie? Zapraszam do czytania! 🙂

1. ENERGIĄ

To jeden z tych spektakli, który wciąga w historię do tego stopnia, że zapominasz o rzeczywistym świecie i chłoniesz ze sceny pozytywną energię, która później trzyma się Ciebie przez kolejny tydzień! Byłam na nim 3 dni przed rozpoczęciem letniej sesji egzaminacyjnej i ani chwili nie żałowałam tego wypadu 🙂 Siła tego spektaklu niosła mnie przez następne dni 🙂 Co na to dziewczyny?

Monika: Znajduję tam nieodnajdywaną nigdzie indziej energię, radość, wsparcie i wszystkie inne positive vibes. I czy to nie zaskakujące, że wychodzisz z Teatru Dramatycznego, a masz na ustach wielkiego banana?!

Paulina: Jest to spektakl, który bawi i daje ogrom pozytywnej energii (tak, całą drogę powrotną do domu tańczyłam na ulicy).

Agnieszka Tatera: Krótko: z tego musicalu bije pozytywna energia, wychodzi się nią podładowanym, z uśmiechem na twarzy!

Cudowne  jest to, że na sali nie tylko bawi się widownia, ale również sami aktorzy.

Paulina: Dawno nie widziałam spektaklu, w którym tak bardzo było widać, że aktorzy cieszą się z tego, że są na scenie i fantastycznie się tym bawią.

Agnieszka Tatera: Czuć, że ekipa lubi ten spektakl, zna go i dobrze się (w) nim bawi. A to momentalnie rozkręca publiczność i zachęca ją do reakcji, które z kolei podkręcają atmosferę na scenie.

2. UJĘCIEM TEMATU

Zacznę cytatem z samej siebie, bo wydaje mi się, że bardzo dobrze pasuje na sam początek: Kinky Boots, to fenomenalna opowieść, która bawi, ale również porusza wiele społecznie ważnych kwestii. Wierzcie mi, że po wyjściu z teatru, po tym ogromie śmiechu – jest się nad czym zastanawiać.
Natalia: Choć tematyka drag queen nie należy do najłatwiejszych, mimo wszystko jest on bardzo lekki. Powiedziałabym wręcz idealny na relaksacyjno-kulturalne spędzenie wieczoru. Dodatkowo zawiera pouczający morał – „Zmieniamy nastawienie – zmieniamy cały świat!” oraz zostawia z refleksją na temat tolerancji.

Paulina: (…) nie jest tak infantylny, jak mogłoby się wydawać. Wbrew pozorom to nie jest spektakl o drag queens – one są tylko pretekstem do opowiedzenia historii o tolerancji, o akceptacji. I ta akceptacja, i tolerancja wbrew pozorom nie odnoszą się po prostu do facetów przebierających się w damskie ciuszki. One odnoszą się do każdego człowieka, bo przecież każdy z nas jest inny. Spektakl mówi też o akceptacji siebie, o życiu według własnych zasad, realizując własne pomysły. Jak to powiedziała Lola, przytaczając Oscara Wilde’a: Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci.

Agnieszka Tatera: Ważna treść ukryta pod płaszczykiem lekkiej rozrywki – bądźmy tymi, kim chcemy być i akceptujmy też prawo innych do tego samego, nie spieszmy się z ocenianiem innych, nie dajmy się włożyć w normy, schematy, oczekiwania i np. niespełnione marzenia rodziców. Mnóstwo ważnych tematów do przemyśleń!
Tematów, które tu i teraz są bardzo ważne i warto o nich mówić. 

Monika: Jestem również zaskoczona niesamowitym combo reakcji, przemyśleń i niesamowitej energii, jakie pozostają po wyjściu z teatru.

3. ZDOLNOŚCIAMI AKTORÓW

Jeżeli chodzi o aktorów, to dla znawców tematu nie jest żadnym odkryciem, że wyróżniony tu jest Krzysztof Szczepaniak. Nie da się ukryć – Lola w jego wykonaniu, to jest mistrzostwo!

Paulina: Jest jednym z lepszych aktorów młodego pokolenia, nie da się go nie zapamiętać ze spektaklu, nawet jeśli gra tylko epizod. Jego Lola jest prawdziwym aktorskim majstersztykiem. Rola dopracowana w każdym szczególe, bez cienia kiczu i przerysowania.

Agnieszka Tatera: Właściwie nie wiem, czemu jestem zaskoczona, bo o tym, że to jeden z najzdolniejszych młodych aktorów, to wiem od dawna. Ale ciągle udało mu się sprawić mi niespodziankę, we wcieleniu Loli jest niewiarygodnie dobry, czapki z głów i brawa na stojąco!

Dla mnie zaskoczeniem, od pierwszego spektaklu jest Maciek Radel, który w swojej solowej piosence pokazuje, że ma bardzo ciekawy wokal i mam nadzieję, że jeszcze go w tym kierunku wykorzystają. Tym samy przestaje dla mnie być „tym synem Phsemko z BrzydUli„.

Solówki za nami. Spójrzmy teraz na zespół całościowo! Czym mogą nas zaskoczyć?

Natalia: Mężczyźni na obcasach. I to poruszający się bardzo dobrze. Cała obsada w scenie finałowej tańczy na wysokich szpilach, co jest dużym zaskoczeniem dla wielu osób, zapewne niejedna kobieta pomyślała „Kurczę, ja też bym chciała tak się ruszać!” Aktorzy tańczą w nich, jakby robili to całe życie!

Agnieszka Tatera: Zdolności taneczne aktorów Teatru Dramatycznego. Tutaj szczególny nacisk na przeurocze Aniołki Loli, tych czterech panów robi taką robotę na scenie, że prawie nie można od nich oczu oderwać. Dodatkowy szał widowni wzbudza Mariusz Drężek, który demonstruje takie kocie ruchy, że ostatnio dostał osobne brawa za swój występ! 

Mimo że to aktorzy, którzy na co dzień z formą musicalową nie mają za dużo wspólnego, to naprawdę dali radę. Czasami widać małe uchybienia, słychać nieczystości, ale… to wygląda dobrze. Ogromną robotę oczywiście zrobił dobór aktorów  – wiemy, nie odkryłyśmy Ameryki 😉

Aleksandra: Bardzo dobry dobór osób do granych postaci – nie zawsze się to zdarza. 

Natalia: Każdy pasuje do swojej roli. Widać, że są bardzo zaangażowani i dlatego przyjemnie się na nich patrzy.

4. ANIOŁKAMI LOLI

blondyna.gif
źródło: KLIK

Czy pomyślelibyście, że zostaną tu wyróżnieni bohaterowie drugiego planu? A jednak! Towarzyszki Loli zaskakują chyba wszystkich! Niektórzy mają nawet swoich ulubieńców 😉

Natalia: Choć nie są to postaci pierwszoplanowe, zdecydowanie zwracają uwagę. Wiernie towarzyszą Loli, czasami naprawdę nie można oderwać od nich wzroku. Jeden z aniołków pięknie umięśniony, wyczynia niezłe akrobacje na scenie i to w obcasach! Podziw!

Agnieszka: Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o moim ulubionym Aniołku. Nie sądziłam, że kiedykolwiek na scenie pojawi się ktoś, kto sprawi, że oderwę wzrok od Krzysztofa Szczepaniaka (który oczywiście jest świetny!). Ale pojawił się taki blond Aniołek, który rusza się tak, że można oszaleć, wymiata totalnie i czaruje wdziękiem, gracją i przepięknym głosem. Patrzenie na niego czysta przyjemność, której nie umiem sobie odmówić. Szkoda tylko, że tak mało go na scenie, bo jak dla mnie mógłby być na niej przez cały spektakl.

5. MUZYKĄ

Szukacie nowych inspiracji muzycznych? Znudziła Wam się już płyta, którą wałkujecie od tygodni? Idźcie na “Kinky Boots” a muzyka z tego spektaklu na pewno umili Wam kolejne dni, kiedy będziecie tańczyć przy wycieraniu podłogi 🙂

Natalia: Jeśli nie przesłucha się wcześniej soundtracku, to po wyjściu z teatru z pewnością się go włączy. Świetne sceny zbiorowe z mocnym chórem zmuszają do śpiewania i tańczenia w każdej możliwej chwili, gdy się ich słucha. Dla równowagi – są również piękne poruszające i wzruszające ballady, np. „Hold Me In Your Heart”.

Aleksandra: Niezwykle wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa – mimo że byłam 3 miesiące temu, to do dziś nucę i pamiętam słowa piosenek.

6. IMPROWIZACJĄ

To jest punkt, który w sumie mogłabym połączyć z energią, bo właśnie te wypowiedzi dziewczyn podrzuciły mi ten pomysł, ale zapiszę go osobno, bo to kwestia, której nie zauważycie, oglądając spektakl po raz pierwszy. Jedną z moich ulubionych scen jest pobudka Charliego w garderobie Loli, bo tam Krzysiek Szczepaniak i Mateusz Weber dają się ponieść improwizacji i za każdym razem jest inaczej. Na ostatnim spektaklu przed przerwą letnią w sidła improwizacji wpadł Krzysiek, ale nie z Mateuszem, a z Łukaszem Wójcikiem, który wciela się w postać Dona. Niestety tego nie widziałam (piszę to z bólem serca), ale doskonale opisała to Marta (ze wspaniałej grupy Hieny Krzyśka Szczepaniaka – dziękuję Ci! :)):

„Mam anegdotę. Może dlatego, że to był ostatni spektakl przed przerwą, Krzysiek pozwolił sobie na „zagotowanie” grającego Dona Łukasza Wójcika – gdy Lola usiadła Donowi na kolanach i ich twarze były blisko siebie, Krzysiek odszedł od scenariusza i zapytał: „Widziałeś taki film świąteczny? Był tam taki złodziej…”, na co Łukasz zareagował wybuchem śmiechu i schował twarz we włosach Loli . Pozostali aktorzy, widząc co się dzieje też powstrzymywali śmiech, ktoś podszedł do „Dona” i powiedział „ogarnij się”. Widownia oczywiście wniebowzięta Krzysiek wpadł jednak we własne sidła, ponieważ gdy zaczął swoją kwestię, sam zaczął się śmiać i nie potrafił jej dokończyć (i ujawnić, że Lola to mężczyzna). I tak trwali chwilę w pacie, przytuleni chowając twarze, aż Don wstał, zrzucił Lolę z kolan i ruszyli dalej. Taka improwizacja 

Takie zagotowanie byłoby dla Was zaskakujące, nie? 🙂

7. RÓŻNICĄ OD ORYGINAŁU

lola2.gif
Źródło: KLIK

Nie oglądajcie przed spektaklem jego oryginału, którego fragmentów jest w Internecie pełno. Nie oglądajcie, bo… na scenie Teatru Dramatycznego tego nie zobaczycie. Jest sporo różnic, które widać przede wszystkim w scenografii oraz kostiumach. Cóż… Nie wszyscy są zadowoleni:

Agnieszka: Zaskoczyły mnie też buty w finałowej scenie, bo myślałam, że będą… ładniejsze.

Agnieszka Tatera: Scenografia do tego musicalu to jedna z najbardziej udanych scenografii, jakie widziałam w ostatnim czasie. Prosta, a jakże celna i robiąca wrażenie. Z wyjątkiem – nie mogę pochwalić kostiumów, bo wiele z nich to średniaki, a kilka… przemilczmy 😉

Ale Ci zadowoleni też się trafili 😉

Monika: Przyznaję, że początkowo oczekiwałam tamtej scenografii, tamtych kostiumów i pewnie jeszcze wielu „tamtych”, lecz teraz wiem, że ta nasza „inność” tylko dodaje charakteru i głębszego znaczenia spektaklowi w reżyserii Eweliny Pietrowiak. Nie sądzę, by ten brak identycznego odwzorowania od cekinka po obcasik powodował, że warszawski spektakl jest uboższy, gorszy, słabszy. Jest mocny inaczej, bo przecież o tę „inność” w całej tej historii chodzi.

Można byłoby tak pisać i pisać. Zachęcamy Was, żebyście się wybrali na „Kinky Boots” do Teatru Dramatycznego w Warszawie, ale – jedna rada! Uważajcie, bo ten spektakl… uzależnia. Potwierdza to na przykład Agnieszka: Do tej pory nie byłam typem osoby, która lubi wracać do tego, co już widziała czy czytała, zatem mój pierwszy wypad na Kinky potraktowałam jednorazowo. Ojojoj, moje niedoczekanie! W połowie spektaklu stwierdziłam, że chętnie kiedyś wybiorę się jeszcze raz i w sumie za długo na niego nie czekałam, bo Kulturalna Pyra miała wolny bilet na 27 lipca. Przede mną trzeci raz we wrześniu, a w głowie plany na kolejne, jak tylko będzie okazja.

Bardzo możliwe, że wpadniecie jak śliwka w kompot i może kiedyś się spotkamy? 🙂 Prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie 🙂

Na koniec chciałabym podziękować każdej mojej Insta-koleżance, która zaangażowała się w powstanie tego wpisu 🙂 Dziękuję bardzo: Agnieszce (@agnieszka_tatera), Monice (@monika.ry), Oli (@olusiova), Paulinie (@pbujno), Agnieszce (@szwarcu747) i Natalii (@yours.roses). Koniecznie zajrzyjcie na ich Instagramowe konta! Dziewczyny robią fantastyczne rzeczy 🙂

Zapraszam oczywiście też do przeczytania mojej recenzji spektaklu „Kinky Boots” TUTAJ! 🙂

Reklamy

Jedna myśl w temacie “„Kinky Boots” zaskakuje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s