#literackiewyzwanieNike: Marcin Wicha -„Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

Są takie książki, które urzekają i zostają w pamięci na bardzo długo.

Po każdej śmierci przychodzi taki moment kiedy trzeba zamknąć drzwi z imieniem „X” i posprzątać. Pochować, rozdać lub sprzedać rzeczy, z którymi często wiążę się niesamowita ilość wspomnień. W “Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcin Wicha zaprasza nas do swojego intymnego świata, w który na oczach swoich czytelników radzi sobie ze śmiercią matki, a raczej tym co po niej pozostało.

Autor porządkując rzeczy po swojej zmarłej matce rysuje przed nami jej obraz, ale również obraz jej pokolenia oraz czasów, w których żyła. Książka jest podzielona na 3 części: pierwsza skupia się na przedmiotach, druga – na konretnych wspomnieniach, natomiast część trzecia to chwile, kiedy matka autora weszła na ostatnią prostą (parafrazując wypowiedź jednej z pielęgniarek).

Nie lubię książek, w których zdania są bardziej zawiłe niż myśli autora. A tutaj tego nie ma. Styl autora jest prosty i zrozumiały. Marcin Wicha udowadnia, że nie trzeba zdań podrzędnie złożonych, aby przekazać swoim czytelnikom wiele informacji. Co do formy to piękne jest również to, że te krótkie teksty, które ja raczej nazwałabym felietonami niż esejami (ale to chyba przez moje zboczenie dziennikarskie) są idealne do czytania jako całość, jak i osobno, bo w każdym tekście bez problemu można wyczuć jego ogólny kontekst.

Z początku mogłoby się wydawać, że to niepozorna „książka o książkach”. Jednak im dalej, tym więcej emocji ona w człowieku wywołuje. Nawet tych pozytywnych jak uśmiech, kiedy np. czytałam o tym jak autor dowiedział się, że jest Żydem, albo o tym jak jego matka potrafiła zrobić aferę w każdym miejscu i nic, ani nikt nie był w stanie jej od tego odwieść. Tematyka książki, mimo, że trudna to jest trafiona w punkt. Jest dowodem na to, że literatura współczesna nie musi być abstrakcyjna, a może nawiązywać do bliskich i znajomych nam doświadczeń.

Marcin Wicha maluje słowem obraz swojej matki, która miała swoje wady i zalety, ale mimo wszystko był z nią do samego końca. I mimo że ta książka jest bardzo osobista, to historia jest uniwersalna. Ludzie tracą bliskich codziennie, a ten zbiór tekstów pokazuje co zostaje nam po śmierci bliskiej osoby w rękach i w głowie i co później możemy z tym zrobić.

Książka jest tak dobra, że naprawdę nie mam jej nic do zarzucenia i na pewno będę do niej wracać! To chyba najlepsza recenzja, prawda?

pasma kultury

Muszę ze wstydem przyznać, że nie czytałam żadnej z książek, które wspomina autor. Co oznacza, że mam naprawdę wiele do nadrobienia, ale podam Wam dwa tytuły książek, których opisy mnie niesamowicie zaintrygowały.

  • “Emma” – Jane Austen – „Emma jest jak Kubuś Puchatek: grupa postaci, zasadniczo poczciwych, chociaż niepozbawionych wad, snuje się po rolniczej okolicy. (…) Prosiaczek zawsze znajdzie żołędzie. Puchatek z twrogą opróżnia ostatnią baryłkę miodu, ale w następnym rozdziale spiżarnia jest pełna, więc wszyscy wędrują zagrać w misie-patysie”.
  • “Jawa i mrzonka” – Antoni Słonimski – „Jest coś niefajnego w pomyśle, żeby wrócić na dawne terytoria łowieckie, sięgnąć po szmoncesowe chwyty, użyć grepsów z przedwojennego kabaretu do opowiedzenia historii o starym Żydzie w gomułkowskiej Warszawie”

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy. Wydawnictwo Karakter, 2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s