Kim jestem? – recenzja spektaklu “Historia Jakuba” (warszawski Teatr Dramatyczny)

Na ten spektakl wybierałam się już od długiego czasu. Bałam się trochę nudy, ponieważ miałam już za sobą przeczytany jego tekst, który został wydany w formie książki. Ale ta historia tak mnie zafascynowała, że bez wahania zadecydowałam – muszę to zobaczyć!

Na szczęście siedząc w bardzo kameralnej sali Teatru Dramatycznego na Woli ani przez sekundę nie odczuwałam nudy czy jakiegokolwiek zmęczenia materiału – to było niesamowite, emocjonalne przeżycie. „Historia Jakuba” to zbitek scen (ale bardzo z sobą powiązanych i z zachowaną chronologią) z życia Mariana, księdza katolickiego, który dowiaduje się, że nie jest tym, kim uważał się przez całe życie. Jest Żydem. I to sprawia, że nagle wśród swoich staje się obcy.

Od tego momentu główny bohater wpada w kryzys tożsamościowy. Nie wie kim jest, co ma robić, jaki jest sens jego życia podczas gdy cały świat wymaga od niego jasnego określenia się w swoich przekonaniach. On narodził się na nowo, przybrał imię Jakub – po ojcu, poznał swoją rodzinę z Izraela, ale te „nowe” życie nie było wcale takie proste. Dlaczego?

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o Marianie/Jakubie to wierny. I tu się kryje odpowiedź na moje “dlaczego?” – mimo tego, że odkrył swoje prawdziwe korzenie, to cały czas jest wierny powołaniu kapłańskiemu. Nie potrafił zrzucić sutanny i nagle żyć w nowy, całkiem inny sposób. Mimo tego, że próbował. Miałam wrażenie, że najlepszym rozwiązaniem dla niego byłoby tkwić jedną nogą w Polsce, a drugą w Izraelu.

Ale to historia nie tylko o poszukiwaniu tożsamości, odnajdywania się w całkiem nowej sytuacji, ale również o zdeprawowanym Kościele (np. sułtanna jako awans społeczny, a nie zbliżenie się do Boga), demoralizacji ludzi oraz relacjach polsko-żydowskich, które w naszym kraju mają często różny wymiar i niemocy głównego bohatera wobec tego wszystkiego.

Bardzo mi się spodobało to, że to właśnie na małej scenie warszawskiego teatru wystawia się ten spektakl. Ta historia ma w sobie takie coś, że potrzebuje właśnie takiej kameralnej oprawy, intymności oraz bliskości z aktorami. Myślałam, że o interakcję z widownią będzie tutaj ciężko. Jak bardzo się pomyliłam! Jedna ze scen przedstawia głównego bohatera, który naucza na uczelni i ma przed sobą studentów, którzy nic nie przeczytali na zajęcia. Domyślacie się kim są ci studenci? Powiem jedno – nie wyróżniajcie się za bardzo, bo zostaniecie wyciągnięci do odpowiedzi 😉 To tylko jeden z wielu przykładów, ale przez całe przedstawienie czuć jakbyśmy byli dla głównego bohatera partnerem do rozmowy. To nam opowiada swoje życie i to z nami dzieli się swoimi rozterkami.

I tutaj należą się ogromne brawa dla Łukasza Lewandowskiego, który jako Marian/Jakub jest wybitny! W małym człowieku – wielki talent! Nie podejrzewałam, że będę się tak śmiać w niektórych momentach, a on udowodnił mi rzecz oczywistą, że gra aktorska niezwykle wpływa na odbiór tekstu, który już się zna. W jego wykonaniu najbardziej poruszyła mnie scena, w której wygłasza kazanie o przybijaniu Gwiazdy Dawida do krzyży i o tym, że chcemy czy nie chcemy Jezus był Żydem, a Polska na zawsze będzie krajem zażydzonym. Uważam, że dla tej sceny (ale nie tylko) koniecznie powinno się pójść na ten spektakl lub przeczytać jego tekst – bo to wstrząsa: nie ważne czy jest wypowiedziane przez aktora czy przeczytane przez nas samych. I oczywiście scena końcowa, o której napiszę tylko tyle, że wyciska z widza (i nie tylko!) łzy i pozostawia z wieloma pytaniami.

historiajakuba4
fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Z grona pozostałych 6 aktorów, którzy zagrali w tym spektaklu podziwiać należy absolutnie każdego, bo mieli do odegrania po kilka ról. Magdalena Smalara jest doskonała jako siostra głównego bohatera, cały czas ta gorsza i zagubiona. Ona ma w sobie coś takiego, że jeżeli chodzi o przerysowywanie czyiś cech, to jest w tym wspaniała. Tak samo było w „Cabarecie”. Resztę obsady widziałam w teatrze po raz pierwszy. Bardzo spodobały mi się postacie kreowane przez Marcina Sztabińskiego, który wprowadzał w nich zawsze odrobinę komizmu ( jako podstarzały arcybiskup Paryża lub stryj Noam, który nie jest do końca zadowolony z wyborów Mariana – nie dało się nie zaśmiać!). Magdalena Czerwińska umiejętnie potrafiła przeskakiwać od roli prostytutki do roli pomocnej i pokornej zakonnicy, by później znów stać się żądną księdza Inez. Uwagę zwraca również Otar Saralidze, który z kolei ma w sobie coś takiego, że nie potrafiłam oderwać od niego oczu. Poza tym ma tutaj na koncie trudne sceny, kiedy jako Wikary bez wahania całuje się z Proboszczem (tak, tak – jest kilka takich mocniejszych scen pokazujących demoralizację Kościoła). U Zbigniewa Dziducha porusza głos, który jest mocny, głośny i doskonale sprawdzał się w scenach dramatycznych. Ostatnia aktorka w tym przedstawieniu, ale oczywiście nie najgorsza to Małgorzata Rożniatowska – kolejna z aktorek, która tkwiła w mym umyśle jako aktorka serialowa, niezdolna do jakiś ambitnych ról, a jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam ją tutaj. Naprawdę – im częściej jeżdżę do warszawskich teatrów i mam okazję oglądać “twarze z telewizji”, tym bardziej przekonuję się o tym, że tylko teatr może zweryfikować prawdziwe umiejętności aktora.

Emocje, które wzbudza we mnie ten spektakl wzmaga fakt, iż jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Tadeusz Słobodzianek za podstawę tego tekstu, wziął historię księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela. Tak, ta historia naprawdę miała miejsce i aż mnie dreszcze przechodzą na myśl, co ten człowiek musiał przeżywać w walce z otoczeniem, ale przede wszystkim w walce z samym sobą. Tym bardziej brawa dla autora tekstu oraz reżysera – Ondreja Spišáka, którzy podeszli do tematu niezwykle ciekawie i uczynili z tej historii bardzo emocjonalne przeżycie, które jest mocną podstawą do refleksji.

“Kim jestem?” pyta w scenie finałowej Marian/Jakub. Trudno uzyskać odpowiedź na to pytanie. Bo czy my, bez wahania, potrafilibyśmy powiedziedzieć kim, tak naprawdę, jesteśmy?

pasma kultury

  • „Historia Jakuba” – Tadeusz Słobodzianek
    Jasne i oczywiste. Nie ważne czy po spektaklu czy przed – warto przeczytać i przetrawić w sobie pewne kwestie, które pojawiają się w tym tekście.
  • „Cud purymowy” – reż. Izabela Cywińska
    Jan Kochanowski – robotnik, ale również zatwardziały antysemita dowiaduje się, że
    jest Żydem. Wychodzi na to, że od teraz powinien sam siebie nienawidzić, ale pojawia się spadek! Czego nie zrobi, aby go dostać?
  • „Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romulada Jakuba Wekslera-Waszkinela” – Dariusz Rosiak
    Tu przyznaję się bez bicia – jeszcze nie czytałam. Jednak myślę, że warto również poznać prawdziwą historię tego księdza i ja zamierzam to jak najszybciej nadrobić. Dariusz Rosiak to bardzo dobry reportażysta, więc spodziewam się tekstu na bardzo wysokim poziomie.

Zdjęcie wyróżniające: Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Kim jestem? – recenzja spektaklu “Historia Jakuba” (warszawski Teatr Dramatyczny)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s